Wjeżdżamy do Szwajcarii. Zaraz za Bazyleą jest granica. Pokazują się informacje dla tych co mają winietki osobny pas a dla tych co nie mają inny. My akurat mamy, kupiliśmy na stacji benzynowej przed granicą za 35 euro (w Szwajcarii kosztują 40 CHF) i są na cały rok - nie ma na inny okres. Granica wygląda podobnie jak bramki na autostradach płatnych. Trzeba zwolnić do 20 km/h a gość, który tam stoi przygląda się tylko autom i macha żeby jechać dalej.
Po drodze rzut oka na jezioro Genewskie
a potem kierujemy się w kierunku Chamonix, żeby zobaczyć Mont Blanc (4810,45 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Alp i Europy.
W Marigny zaczynamy wspinać się na Alpy. Droga jest w początkowej fazie trochę przerażająca. Z jednej strony góra a z drugiej przepaść. Najbardziej podziwiam to, że pomimo tak ostrego nachylenia zbocza Szwajcarzy uprawiają tam winorośl.
Opuszczamy na krótki czas Szwajcarię i wjeżdżamy do Francji. Po chwili naszym oczom ukazują się pierwsze widoki wysokich szczytów Alp
I Chamonix.
Niestety były niskie chmury i samego Mont Blanc nie było widać
 |
| Pomnik pierwszych zdobywców Mont Blanc w Chamonix |
Następnie wróciliśmy do Martigny i doliną Rodanu
dotarliśmy do kampingu niedaleko Zermatt